sznurek

uczepiłam się ciebie

jak sznurka od latawca

spływa po nim na mnie

twoja mądrość i łaska

mocno trzymam się ciebie

jak puchu dmuchawca

płyniesz po głębokim niebie

a ja w błocie do pasa

uwiesiłam się ciebie

z całej siły i woli

nikt mi nie zabroni

sznurek się nie urwie

kamień nie utonie

już nie puszczę ciebie

nie zmęczą się dłonie

Reklamy

jedna czterdziesta druga kobiety

Kobiety-sukienki, kobiety-tuniki, kobiety-szminki
Kobiety-perfumy, kobiety-pigułki, kobiety-dziewczynki

Kobiety-włosy, kobiety-paznokcie, kobiety-iphony
Kobiety-wtyczki, kobiety-ekrany, kobiety-neony

Kobiety-cycki, kobiety-usta, kobiety-stonogi
Kobiety-sklepy, kobiety-domy, kobiety-ostrogi

Kobiety-planety, kobiety-komety, kobiety-rakiety
Kobiety-kanony, kobiety-hormony, kobiety-neurony

Kobiety-ryby, kobiety-piły, kobiety-fiszbiny
Kobiety-ostrygi, kobiety-perły, kobiety-bursztyny

Kobiety-czeki, kobiety-banki, kobiety-rogi
Kobiety-stringi, kobiety-matki, kobiety-blogi

Kobiety-pończochy, kobiety-torebki, kobiety-aktorki
Kobiety-szpilki, kobiety-pacynki, kobiety-norki

November song for A.

Morning light dispersed in fog shines from everywhere.
I woke up in the middle of a luminescent ball.
A am a foetus inside gloriously dying womb.
Frost on dry stalks makes strange creaking sounds.
Reminds me of squeaking stairs in my ancient house.
Ice floes on big paddle look like satin and lace.
Sleeking cold sheets on a decadent bed.
Today i am diffused in fading.
It is a genuine state of grace.
I’m a cherished foetus inside gloriously dying mom.
My thoughts swirl with dead leaves.
They fall down.
Make a wish.
They furl up.
Eventually they fall down.
Trees are almost naked now. They stand tall.
They stand for all.
I can calculate dew drops scatered the air,
simply by breathing in.
I can drink the air.
By gazing at pale sun’s face,
I can give an approximate value of eternity.
If you only allow me.

para z nas i fraza

kiedy włożę ci me słowa w usta
twoje myśli przestaną się snuć
twoje sny nad przepaścią usną
zanim runą w głęboki dół

jednym słowem powiesz do lustra
prawdę moją i przestaniesz knuć
moje słowa w twych ustach spuchną
nim przegryzie cię czas na pół

kiść mowy w dziób sprawa gardłowa
gęsiego drepczą słówka, słowa
już brylujesz słowną rozpustą
wczoraj elokwentna jak krowa

w czternaście chwil gadaniem cię utuczę
nie zaciśniesz już ust gdy zapytam
szczęśliwa jesteś sylabami
czy nadal ciszą jadowita?

wypycham twe usta zdaniami
i po dyskusji między nami
jestem lustrem
frazeolobiczem
a ty odbiciem
mym obliczem
potem milczenie ciałem się staje
gdy na kwiecistych słów dywanie
rozchylasz wargi i uda
wysłowiona znów milcząca
nuda

Owocówka jabłkóweczka song (trad.)

dzisiaj jem jabłka z robakami
na znak przyjaźni między sadami
soczyste jabłka z mojej jabłoni
wiszą bezmyślnie w zasięgu dłoni
zrywam i szukam śladów robaka
jest!
oj, znowu będzie o jabłko draka
obracam w dłoni owoc zielony
wirują wokół koślawej osi
krater, ogonek, piegi, pieprzyki
wygryzam w jabłku mały Pacyfik
larwa motyla leży bez ruchu
w obskurnej norce
chyba, na brzuchu
odwracam owoc i gryzę Stany
robak jest trochę zdenerwowany
trzymając w palcach niby-ogryzek
nadal krajami gryzę i gryzę
‘I co? szczęśliwy, że zaszły zmiany?’
pytam nagiego robaka w norze
lecz robak milczy zafrasowany
zmuszona jestem pójść z nim na noże
apjać, na nic pertraktacje się zdały
‘cóż, skoro jesteś aż taki cwany,
ciała się brzydzę twojego, mały
wiem, to okrutne, mam inne plany
czas się ocucić, żegnaj kochany’
zapadła w sadzie cisza przeklęta
niechętna cisza, nie byle jaka
robak zdziwiony przetarł oczęta
‘jakaż ta jabłoń mała z lotu ptaka?’

lola about to jump

rób, co ci karzę
bo się obrażę
skocz przez płomienie
poparz sumienie
przejdź wody lustro
utop się, siostro
wzbij się w powietrze
no, wyżej jeszcze!
załóż obrożę
z nosem w trotuarze
idź, gdzie ci każę
to doda mi otuchy
i zbiorę do kupy
życia okruchy
będę twym panem
a ty kurtyzaną
za parawanem
kupię ci perfumy
obedrę z imienia
nadam ci nowe
dwusylabowe
rób, co ci mówię
bądź grzeczna
może cię polubię

Żywa

Z ostatnich doniesień.
Naukowcy odkryli przed południem nieznaną planetę.
‚Planeta nosi wyraźne ślady pięknego życia.’  Zapewniają naukowcy.
Stwierdzono na jej powierzchni obecność dużej ilości znamion, subtelnych blizn, uroczych siniaków, a nawet zachwycających przerostów.
Jest nimi pokryta, niczym pocałunkami kochanka od bieguna po antybiegun. ‚Planeta jest piękna i tętni życiem.’
Czyż to nie fantastyczne odkrycie? Jeszcze rano byliśmy tacy samotni.
Dzięki Republice Tęgich Łepetyn już nigdy, przenigdy nie poczujemy się, jak bezpański palec w cudzej mgławicy.
Już pod wieczór, naukowcy uczcili historyczne odkrycie flaszkami i ogórkiem. Tańcząc na jednej nodze wokół stołu znanej restauracji, wypili na drugą nóżkę i nazwali bliźniaczą planetę naszej jedynaczki Ziemi, Żywa.
Planeta jest niewielka, o marnej rozdzielczości, ale w sumie przytulna.
W całości zbudowana jest z pikseli i kamieni. Niektóre kamienie są mokre. Polizane, okazują się być słone.
Skąd wzięło się życie na Żywej? Czy Ktoś tak chciał?
Czy Żywianie posiadają dwie, bezużyteczne  półgłowki, jak i my?
Czy ich kobiety składają się z dwóch, niezależnych od siebie połówek, jak i nasze? Od grubego pasa w cieniutki dół oraz od wrzecionowatego brzucha po czubek bombiastej głowy? Czy Żywianie w ogóle są rozdzielnopłciowi i czy można mówić na Żywej o kobietach przy mężczyznach?
Kiedy wreszcie będziemy mogli dodać Żywian do naszych znajomych na Siderealbooku?
Czy jest nadzieja? Co na to Watykant i Modna Przecznica?
Zapraszamy wszystkich do wzięcia udziału w akcji ‘Ziemianie dla Żywian’. Polubcie nasz lewy profil, zróbcie sobie laskę najnowszym iphonem sechs, wyślijcie waszą autoerotyczną fotkę w kosmos i otagujcie ją: #fuckżywa, #keepyourfatbitchonaleash, #norestforthecellulite, #lachonynamaskę lub #woliszpieprzyćsięzpiękączyzżywą?

dowód na istnienie

jestem piłeczką w dłoniach
synka kobiety i cienia
dzieciak nie widzi
ja nie mówię
lecz to bez znaczenia
kiedy podrzuca mnie w górę
czuję, że jeszcze chwila i
zwymiotuję
zaciskam usta
spadam na łeb na szyję
dzieciak zadziera pustą główkę i wyje
jestem zabawką w dłoniach
synka wody i pragnienia
dzieciak nie słyszy
ja nie rozumiem
lecz to bez znaczenia
kiedy znów w jego dłoni ląduję
czuję, że i tym razem
zwymiotuję
zaciskam usta
połykam ślinę
dzieciak radośnie spastykuje
ja ginę

warstwy

pod niebem cięższym, niż wspomnienia
leży pies, a pod nim leży ziemia
i skomle, skomle do nieba

płacz, bo łez nie szkoda
łzy to tylko woda
słona niepogoda

pod drzewem pięknym, jak marzenie
leży anioł, a pod nim kamienie
i tulą, tulą się do cienia

płacz, bo łez nie szkoda
łzy to tylko woda
słona niepogoda

pod ziemią czarną od pamięci
leżę ja, a pode mną  wszyscy święci
i lamentują, jak najęci

płacz, bo łez nie szkoda
łzy to tylko woda
słona niepogoda

pod niebem pustym, jak świątynia
leżał pies lecz psa już nie ma
a bo ja wiem czyja to wina?

płacz, bo łez nie szkoda
łzy to tylko woda
słona niepogoda

fotometafizynteza

Mam chałupę z bali
I stygmaty od łopaty
W piersi ściskam gorejący
Mięsień z krwi i waty
W dłoni wota mam ze stali
Spisane na straty
W sieni wrota mam niebieskie
Kupione na raty
Wokół chaty ogród wzniosłam pozycyjny
Taktycznie brodaty
Zarośnięty perzem Hackenberg kapusty
I Hochwald sałaty
Tuż pod płotem trupem padło
wybuchowe pole gruli
W marchwi ostre zęby szczerzy
sześć dorodnych króli
Na galicyjskim gnoju
Galijskiego mam koguta
Zacna to, europejska
Alegoria fiuta
Mój ogród otacza miedza
Miedza Maginota!
Nie do wzięcia cytadela
Twierdza Psa i Kota
Tuż za miedzą na łące
Cichcem pędzę polne kwiaty
A nocami destyluję
Gorzkopolskie aromaty
Grzebię się w ziemi do jesieni
I marzę o zimie
Kiedy przyjdzie
Wiem
Zagwiżdże na sinych paluchach
Rzucę widły i przybiegnę
Jak to zwykle wierna suka
Witaj Pani zimo
To mnie Pani szuka?
Opatulę się w przymrozki
W płatki wirujące
Usiądę przy piecu
Wspomnę twoje imię
Zmięknę ciut od środka
A ustami wypuszczę motyle
Brudnym palcem rozmażę
Łzy ze mnie płynące
Znów poczekam na ciebie
I na wiosenne słońce