szlaming

Zasypiam, jak leniwa kotka. Jest dopiero jedenasta jedenaście! Zasypiam prawdopodobnie przez smog, snujący się w krakowskim powietrzu. Dziś, a przypuszczam że mamy dzień, poziom stężenia pyłów został przekroczony jakieś trzysta razy.
Podobno, pyłomierze w tym mieście psują się od smogu. Zatykają się i wskazują zerowy stan zanieczyszczenia.  Zgadzam się z pyłomierzami. Najlepiej się zatkać i utkwić w stanie nieokreślonej błogości na kilka godzin.
Przez ścianę mgły, gęstej jak zaprawa murarska słyszę gruchających kochanków. Romek i Julka w mieście Kruków. Julka ma chlamydię, ale Romek jeszcze o tym nie wie. Romek ma kryptokokozę, ale to nieistotne.
-Czy jesteś ze mną szczęśliwy, kochanie?
-Nie. Mam Cię w nosie. W płucach. Wszędzie. Mam Cię gdzieś. Jesteś moją szlamą. Ty dziwko! Śpisz z całym miastem. Pluję tobą.
Ale nie wyjeżdżam. Leżę tu, w brudnej pościeli. Od rana palę jointy w  wyrze, żeby mniej Ciebie wpuścić do środka. Tak Cię, kurwa kocham, że przez Ciebie świata nie widzę. Wyciągam rękę przed siebie i nie dostrzegam zarysu własnych palców. Nie dotykam dna. Palców nie mam. A na dnie jestem. Co za pokręcony związek? Związek pyłu z powietrzem. Erotyczny aerozol małopolski.
W Krakowie i okolicach najbardziej popularnym imieniem, nadawanym chłopcom urodzonym w 2015 roku, był Pyłomierz. U dziewczynek prym wiodła tradycyjnie Pylica. Zdrobniale Pycia, Pylusia, Pylciunia.
W Krakowie wszystko się zdrabnia. Rozdrabnia na mniejsze cząstki. Wszystko się tu kruszy. Rozciera się słowa w pył, jak pigmenty. Potem, miesza się je z byle jakim medium i maluje obrazy odrobinami sensu.
Chlebusia naszego powszedniego daj nam dzisiaj. Ze smalczykiem i skwareczkami. Żeby nam podskoczył poziomek cholesterolku i wzrosło ryzyczko miażdżyczki lub zawałku. Żebyśmy szybciutko kopsnęli w kalendarzyk i nie musieli już wdychać tego syfu.
Podobno, podwyższony cholesterol a przedwczesna śmierć to kolejny mit. Jak ten, że życie zaczyna się po czterdziestce. No, na pewno nie w Krakowie. Tutaj, prawdziwe życie zaczyna się  po pierwszej setce. Najlepiej Tequili.
Najpopularniejsze hasła dostępu do prywatnych profili  krakowian na portalach społecznościowych to PMdziesięĆ i PM2ipół. Możecie sprawdzić!
Zatem, jak powiedziałam kilka wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych wcześniej, zasypiam zatkana.
Powieki ciężkie, a pod nimi migotliwa łuska tęczowej ryby.
Ryba porusza płetwami, ale nie płynie. Stoi w miejscu w ciemnej, gęstej wodzie. Otwartą paszczą do silnego nurtu. Woda wpływa do jej gęby i wypływa skrzelami. To pierwszej wody zjawisko.
Przepustowość ryby w toni. 
Przepływowość wirtualnej ryby na sekundę snu.
Ja tak nie umiem. Zazdroszczę lśniącej rybie. Zarzucam  ołowiane spławiki powiek głębiej i głębiej. Wszystko wokół porusza się i jednocześnie stoi w miejscu. Tak można by opisać stan śnienia. Lub śnięcia.
Lubię śnić.
Koty pięknie śnią. Ruszają łapkami i gałkami ocznymi pod zamkniętymi powiekami. Psy też to robią. Ryby śpią nie zamykając oczu. Zresztą, prawdopodobnie nie mają powiek, tylko migotki.
Są bardzo intrygującymi stworzeniami. Duszą się na świeżym powietrzu. Jak krakowianie.
Robią kupę płynąc i sikają do wody, która piją. 
Psy też są fascynujące. Jedzą własną kupę, a cudzą obchodzą szerokim łukiem. W Krakowie mieszka dużo psów.
Tylko ludzie lubią zarazem swoje, jak i cudze odchody. Cudze nawet bardziej. Grzebią zapalczywie w cudzym gównie i nazywają się wróżbitami.
-Wiedziałaś, że po francusku na lekarza mówiono ‚fouille merde’, czyli ‚grzebiący w gównie’?
Zapytała mnie ryba. Nie odpowiedziałam rybie. Nie wiedziałam jak. Przez sen?
-Teraz używa się tego określenia wyłącznie wobec dziennikarzy, opozycji politycznej, detektywów czy pieprzonych inspektorów Fiskusa.
Skąd u śniętej ryby tyle nienawiści do pracowników Skarbu Państwa?
Przecież to nie czterdziestu zbójów, ani żadne El Dorado. Chociaż, w sumie,  wyobrażam sobie rybę w morionie na łbie i szarawarach z dziurką na płetwę ogonową na tyłku.
-W kontekście lekarskim to nie była przenośnia. Niegdyś, lekarz diagnozował beznadziejny stan pacjenta grzebiąc palcami w nocniku pełnym świeżego gówna.
Chapeau!
Nigdy, nawet gdybym dorosła, nie chciałabym zostać ani pacjentem ani lekarzem. Wolałabym zostać detektywem snów.
Albo błyskotliwą ryba pod czyimiś powiekami.